Menu stron
TwitterRssFacebook

Opublikowane dnia 30 Lip 2015 w DESERY, DLA DZIECI, WEGETARIAŃSKIE | 5 komentarze

Przepis na żelki bez użycia żelatyny i agaru

Dawno temu, jeszcze w podstawówce miałam fazę na żelki Haribo. Kupowałam więc kolorowe miśki w soczystych kolorach. Zjadałam je pojedyńczo, jeden za drugim, najpierw odgryzałam delikwentowi głowę (kto z Was tak nie robił?), a potem zjadałam resztę żelkowego misia. W pewnym momencie limit żelków wyczerpałam na resztę życia i od tamtej pory ich nie jadłam. Przejadły mi się i już mnie do żelków nie ciągnie. Nie, przepraszam, ostatnio do żelków ciągnęło mnie moje dziecko podczas zakupów w centrum handlowym. Ustawiona na środku żelkowa wyspa już z daleka kusiła kolorami więc Natalia przywarła do szyby jak glonojad. Długie kolorowe żelki, półmetrowej długości chyba wzbudziły największe wow. Jednak brak jakiejkolwiek informacji o składzie i bezradność sprzedawczyni w tym temacie szybko zakończyły oględziny. Obiecałam córce domowe żelki i zaraz po powrocie zabrałyśmy się „do roboty”. Tak prawdę mówiąc roboty było niewiele, bo żelki zrobiłam w suszarce do owoców i grzybów. Delikatny mus porzeczkowy rozprowadziłam na silikonowych matach i wstawiłam do suszarki. Po ok. 4 godzinach żelki były gotowe! Owocowe, słodko- kwaśne żelki, bez dodatku żelatyny czy agaru. Do krojenia w długie paski lub do zwinięcia w ruloniki. 20cm żelki w pełni zadowoliły mojego Najdzielniejszego Pomocnika.

Domowe żelki przygotowane w suszarce do owoców, warzyw i grzybów są zdrowszą alternatywą dla tradycyjnych żelków. Brak zawartości żelatyny czyni je produktem odpowiednim także dla wegan i wegetarian, ale przede wszystkim dla małych dzieci. Żelki można zrobić także bez cukru, po prostu trzeba wybrać bardziej słodkie owoce, a najlepiej połączyć ze sobą kilka różnych owoców. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis będzie dla Was inspirujący i zachęci do stworzenia własnych kompozycji smakowych.

zelki_1c
Komentarze (5)

Opublikowane dnia 24 Mar 2015 w DLA DZIECI | 2 komentarze

Domowe żelki na przeziębienie. Czarny bez, lipa, miód i maliny

Jestem mamą. Jak magnes działają na mnie nagłówki: „Zdradliwa wiosenna pogoda… Jak przed infekcjami i przeziębieniem uchronić nasze pociechy? Przeczytajcie porady pediatry”, „Dieta a przeziębienie u dziecka” lub „Odporność przedszkolaka”. Wchodzę i czytam, może dowiem się czegoś wartościowego. Niektóre porady są mądre, ale są i takie, po których zwyczajnie skacze mi ciśnienie. Pomysły, żeby zaszczepić przedszkolaka przeciwko ” najpopularniejszym wirusom wywołującym przeziębienie lub grypę” stoi chyba na szczycie durnowatych pomysłów! Jestem zwolennikiem zdobywania odporności w naturalny sposób i wspomagania organizmu w walce z chorobą. Organizm musi nauczyć się zwalczać infekcje. Uważam, że nasza w tym głowa, żeby obserwować dziecko i reagować jak tylko zaczyna się coś dziać. Im wcześniej tym lepiej, tym większa jest szansa, że choróbsko się nie rozwinie. Moczenie nóg w gorącej wodzie z dodatkiem gorczycy, wygrzewanie się pod kołdrą, herbatki z lipy, syropy z czarnego bzu, malin to tylko niektóre sposoby wspomagające organizm w walce z chorobą. Jak tylko pojawia się temperatura nie ma co gnać od razu do przychodni, no chyba, że coś nas niepokoi. Osłabione dziecko jest bardziej podatne na łapanie wirusów od innych dzieci. A gorączka jest po to, aby stworzyć w organizmie takie warunki, które będą niekorzystne do namnażania się wirusów i bakterii.
Pod jednym ze wspominanych na wstępnie wątków była dyskusja o zdrowym odżywianiu. Jedna z osób zarzuciła mi, że nie każdy ma czas i chęć robić domowe syropy czy nalewki. Nie musi. Może przejść się po sklepach i kupić gotowe, o składzie, który będzie ją satysfakcjonował. Może też kupić przez internet. Ja też niektóre rzeczy kupuję, zawsze czytam etykietki i staram się wybierać produkty jak najbardziej naturalne, pochodzące ze sprawdzonych źródeł. Gotowe produkty najczęściej kupuję na Bio Bazarze, w eko-sklepach lub bezpośrednio ze strony wytwórcy. Dzisiejszy wpis oparty będzie właśnie o moje sprawdzone produkty, które można kupić właśnie w takich miejscach. Chcę pokazać, że nie każdy musi tarmosić lipę w sezonie aby nazbierać kwiatów na susz, szukać czarnego bzu na skraju lasu żeby przygotować syrop, przecierać maliny przez sito, żeby uzyskać aksamitny mus czy wspinać się na drzewo w lesie, żeby zszabrować miód dzikim pszczołom:) Ceny przedstawionych produktów są przystępne, 5-9zł, miód kilkanaście w zależności od rodzaju.
To od nas zależy czy dziecko zje domowego żelka z naturalnych produktów czy takiego Nimm2 żujka, gdzie soki owocowe występują dopiero na siódmym miejscu!

galaretki_1c
Komentarze (2)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...